ZAWIĄZANIE
KLANU

ZJAZDY

DRZEWA
GENEALOGICZNE

GROBY

SŁOWNIK
BIOGRAFICZNY

SŁOWNIK
GEOGRAFICZNY

BIBLIOTECZKA

ARCHIWUM

KONTAKT

ZJAZDY

I

II

III

IV

V

VI

VII

VIII

IX

X

XI

XII

XIII

XIV

XV

XVI

XVII

XVIII

XIX

XX

XXI

ZJAZD X

Data: wrzesień roku 1997
Miejsce: Dom zakonny Misjonarzy Św. Rodziny; Bąblin
Organizatorzy:
Maria i Marek Szczepaniakowie
oraz Barbara i Maciej Ropelewscy
Uczestników: ...

Uczestnicy X Zjazdu w Bąblinie

Galeria

Zachowane w pamięci:

Dynie

Anonim (23.09.2017)

Któregoś dnia odkryliśmy prywatny ogródek sióstr zakonnych. Wśród wielu warzyw rosły tam dorodne dynie.
Ów ogródek mieścił się na prawym brzegu wąwozu przez który przechodziła ścieżka prowadząca nad jezioro (chyba) :)
Nie pamiętam kto był prowodyrem, ale postanowiliśmy „zrzucać” dynie w dół wąwozu. Dynie musiały pokonać oprócz różnych wysokości sopro drzew o które się rozbijały. To było tak fascynujące, że tak naprawdę nie wiem kiedy to mineło jak zabrakło dyń, a wąwóz był cały w ich resztkach.
Jakby nigdy nic poszliśmy dalej oddawać się młodocianym rozrywkom.
O całej „aksi” przypomniał nam wieczorny apel przed kolacją w związku ze skargą sióstr o spustoszenie w ogródku! Mama była czerwona ze wstydu. Nic jej nie mówiliśmy, ale ona wiedziała. Chyba do tej pory, nikt nie wie, kto dokonał tej tej zbrodni :)

P. (23.09.2017)

Pewna białogłowa z żółtego klanu postanowiła zabrać na zjazd chłopaka. Było to jakiś czas temu i tego typu praktyki były niespotykane.
Starszyzna stanęła przed nie lada problemem. Rozwiązanie okazało się proste. Rezolutna Ciocia Stasia chłopaka przemianowała na szofera, zażegnując wiszący w powietrzu skandal obyczajowy.

A. T. (23.09.2017)

Pamiętam jak podczas zjazdu w Bąblinie młodzież pomagała wujowi Tadeuszowi Fedorowiczowi przemieszczać się na wózku inwalidzkim a w „międzyczasie” urządzaliśmy jeżdżąc na tym wózku na zmianę wspaniałe rajdy po bąblińskich alejkach pomagając sobie w szybkim braniu zakrętów hamulcami ręcznymi. Trzeba przyznać, że doszliśmy wtedy do dużej wprawy.

K. M. (23.09.2017)

Byliśmy wtedy organizatorami. Nie było jeszcze wtedy takich możliwości kontaktów jak teraz. Do końca nie było wiadomo ilu gości przyjedzie. Przyjechało więcej niż zgłoszeń, więc nam i Markom Sz. Zostało do nocowania biuro. Spaliśmy na podłodze (pod stołem). Biedna Majka dostała straszliwej migreny.
Był to również ostani zjazd w którym uczestniczył wuj Tadeusz. Miał już duże problemy z odprawieniem mszy św. Jednak kiedy na ognisku powiedział swoją gadkę o więzi i rodzinie, wiedzieliśmy po co fatygowaliśmy go. Wszyscy wracali wzruszeni, umocnieni mając łzy w oczach. To było Jego przesłanie dla nas wszystkich.

R. (23.09.2017)